mtb.bieszczady.pl

  • Start
  • Wyjazdy
  • Testy
  • Galeria zdjęć
  • O nas
  • Linki

Pozostało do:

Carpathia MTB Venture
174 dni 4 godz 14 min

Wyjazdy

  • Beskid Mały 2012.01 - new!!!
  • Szczyrk 2011.10
  • Szczyrk 2011.06
  • Beskid Żywiecki 2010
  • Beskid Niski 2009.09
  • Beskid Niski 2009.05
  • Bieszczady 2008
  • Bieszczady 2007
  • Bieszczady 2006
  • Góry Sowie i Stołowe 2004
  • Zakopane 2001
  • Bieszczady 2000
  • Wyjazdy z KMF-em
    2011: Sulejów

Filmoteka

  • Beskid Mały 2012.01 - new!!!
  • Filmy z kamerki GoPro

Maratony

  • 2008: Maraton Łodz

Testy

  • Fox F80 RLC
  • Ubijaki
  • Czysta forma
  • Kamera GoPro

Galeria zdjęć

  • Wyjazdy 2000 - 2012
    2012: Beskid Mały
    2011.10: Szczyrk
    2011.06: Szczyrk
    2010: Beskid Żywiecki
    2009.09: Beskid Niski
    2009.05: Beskid Niski
    2008: Bieszczady
    2007: Bieszczady
    2006: Bieszczady
    2004: Góry Sowie i Stołowe
    2001: Zakopane
    2000: Bieszczady
  • Wyjazdy z KMF-em
    2011: Sulejów - new!!!
  • Cudowne lata
  • Author Vision by Lekki Marian
  • Biała Dama
  • Kubuś

Beskid Niski - wrzesień 2009

Ten wypad różnił się diametralnie od wszystkich wcześniejszych. Po raz pierwszy od 2000r. oprócz rowerów zabraliśmy także w góry nasze żony(kolega Piotr – pseudo Maślana – pojechał jako świeżo upieczony żonkoś). Jako że mam 3 lata stażu na karku w pożyciu małżeńskim służyłem mu radą w podróży poślubnej!!! Lekko nie było i to nie tylko na szlaku. Ale po kolei.

Dzień 1

Stacjonujemy w Izbach w gospodarstwie Regiecówka! Swojski klimat jak u babci na wsi – krowy, ciepłe mleko, sery, grzyby, rowery zaparkowane w stodole – to co mieszczuchy takie jak my kochają najbardziej!! Celem wyrypy dnia pierwszego jest Magura Małastowska a konkretnie szlak zielony biegnący jej grzbietem. Przekazy głoszą że jest tam fajna ścieżka która na długości ponad 10km opada w dół – coś w sam raz dla nas. Wyjeżdżamy z Izb czerwonym szlakiem i przebijamy się do Ropek wywalcowaną leśną szutrówą – więcej podjazdu niż zjazdu niestety – porządnie rozgrzani żółtym szlakiem wpadamy do Ropek i nie zdążywszy nacieszyć się pięknem tej wsi dolatujemy do asfaltu w Hańczowej. dzien 1 Dalej asfaltem lecimy do Skwirtnego, potem Kwiatoń i Smerekowiec w którym nie mogliśmy znaleźć zielonego szlaku. Skubany przecinał asfalt i tuż przy ogrodzeniu jakiegoś domostwa wspinał się na łąkę, której według wskazówek napotkanego wieśniaka nawet traktory nie pokonują! Zachęceni tymi słowami pakujemy się tam czym prędzej. Przełożenie 1x1 na mokrej trawie i nie ma na nas mocnych, powoli wspinamy się w górę. Wjeżdżamy w las w którym wysokie trawy wkręcają się niemal wszędzie. Po drodze zaliczamy pierwsze jeżynobranie. W tym momencie należy wspomnieć że jak zwykle w takich chwilach emocje wzięły górę i pakując się rano zapomnieliśmy zabrać ze sobą gotówkę – nic, null ani zeta w kieszonce, tylko jedna kanapka ze śniadania i baton!! Perspektywa 80km na tym prowiancie powoli przestawała nas śmieszyć. Na szczęście jeżyny w tym rejonie były bardzo dorodne i słodkie. Posileni darami lasu wyjeżdżamy na polane gdzie odnajdujemy żółty szlak, bardzo zresztą widokowy – kilka fotek i asfaltem w dół dojeżdżamy do przełęczy Małastowskiej. dzien 1 Odwiedzamy cmentarz nr 60 i niebieskim szlakiem(dość konkretny podjazd) podjeżdżamy do schroniska na Magurze Małastowkiej. A tu zaskoczenie, ponieważ nigdy wcześniej nie odwiedzaliśmy schronisk w Beskidzie Niskim, zero turystów, zero jakiegokolwiek poruszenia, tylko trzej kolesie niemrawo przed budynkiem ciągną żubra, znaczy się piwo! Słychać tylko cześć – cześć – widać że na herbatę raczej nie ma co liczyć, wyciągamy nasze jedyne kochane kanapki i przepijamy je wodą z bukłaka! Kilka fotek tego uroczego miejsca i zasuwamy dalej bo przed nami wspomniana na początku super ścieżka zielonym szlakiem. Szybko osiągając szczyt Magury zaczynamy zjazd który cały czas prowadzi przez las. Opisy tego odcinka jako zjazdu DH są mocno przesadzone, jest to po prostu super ścieżka która opada raz mocniej raz słabiej w dół, spora ilość powalonych pniaków, gałęzi i kolein oraz fakt że poprzednią noc lał deszcz bardzo uatrakcyjniły nam ten ponad 10km przejazd! dzien 1 Polecam wszystkim którzy lubią szybko śmigać w dół i przy okazji trochę się pochlapać błotem! Na przełęczy Żdżar zmieniamy kierunek i cholernie szybkim i wąskim asflatem z prędkościami grubo powyżej 60km/h(na ostrym łuku niestety wylatujemy z drogi i o mały włos nie spadamy dosłownie w przepaść kosząc po drodze 2metrowe chaszcze) zlatujemy do głównej drogi na Bielankę. Uwaga na zamknięty szlaban na końcu zjazdu, kolega Maślana o mało w niego nie wyrżnął!!! Chwila odpoczynku na asfaltowym odcinku, podziwiamy widoki i pedałujemy w kierunku Nowicy przez Leszczyny. Odcinek ten choć asfaltowy jest bardzo widokowy nie daje nam zbyt długo odpocząć – wspinamy się coraz wyżej. Za Leszczynami czeka nas sporo błota i bodajże 7 przejazdów przez rzekę Przysłup. Mijamy Nowicę i wspinamy się asfaltem na punkt widokowy. Powoli się ściemnia, do Izb zostało ok .30km, jedzonko dawno się już skończyło, energii zaczyna brakować, morale spada – padają pierwsze niecenzuralne słowa!Czemu nie wzięliśmy cholernej kasy ze sobą??Czemu ta pętla jest tak długa?? dzien 1 Zjazd przez Oderne do Uścia Gorlickiego przywraca chęć pedałowania, składamy się w zakrętach niczym dawcy nerek pędząc 65-70km/h w dół serpentynami!! Już po płaskim mijamy Kwiatoń i zapalamy jedyną naszą tylną lampkę – jest w okolicach godz.19. Kolejny piekielny podjazd żółtym do Hańczowej. W końcu skręcamy na szuter do Ropek. Jest ciemno, widać jedynie zarys drogi, nie wiadomo czy jedziemy po błocie, kałuży czy piachu. Wszystko nam jedno byle już się znaleźć w tych cholernych Izbach pod prysznicem. Z Ropek niestety DAJEMY Z BUTA żółtym w górę, totalna ciemnica, widoczność pół metra, słychać tylko uderzenia bloków o kamienie. Resztkami sił docieramy do czerwonego szlaku, który poprowadzony nową szeroką szutrówką sprowadzi nas do Izb. Szuter jest nam dobrze znany z porannej wspinaczki, i całe szczęście bo jedziemy po omacku, dobrze że jest szeroko i gładko bo nie widać nawet przedniego koła! Zaczyna padać. Podjazd kończymy w strugach deszczu, jeszcze tylko 3 km zjazdu – leje jak złoto!!!3 km zajebistego zjazdu pokonujemy na hamplach żeby nie wyrżnąć w drzewo albo nie wpaść do rowu. Jeszcze kilka pchnięć korbą asfaltem i już widać Regiecówkę – godzina 21.10 – leje!!! Podsumowanie : 83 km na kanapce batonie i bukłaku wody, prawie 7 godz. w siodle a na koniec dnia błoto w zębach i szuter w spodenkach – mieliśmy serdecznie dosyć!! << Zdjęcia!!! >>

Dzień 2 >>
 

Copyright © Bat21 - ostatnia aktualizacja: 08.01.2012
odsłon od aktualizacji