Beskid Żywiecki i Śląski - czerwiec 2010
Minęło 10 lat odkąd pierwszy raz zawitaliśmy w górach na rowerach MTB, był rok 2000 - "młode harty", sztywne biki i 2 tygodnie jazdy po terenie!!!! Chcąc nawiązać do pierwszego, historycznego wypadu z 2000 roku wymyśliłem 4 dniówkę po Beskidzie Żywieckim i Śląskim - miały być przede wszystkim jajca czyli fajny teren, super pogoda, dobre humory i przygody - było wszystko!! Byłem także autorem tzw. próbnego pakowania, tydzień przed wyjazdem po testach moje zalecenie brzmiało - nie więcej niż 5kg na plecy bo będziemy mieli wory do targania!!Życie pokazało że się nie myliłem!!
Dzień 1
Zaczeliśmy w Stryszawie za Suchą Beskidzką, zostawiając auto u policjanta w garażu (tak się trafiło zupełnym przypadkiem) ruszylismy kierując się na Pasmo Jałowieckie. Pogoda dopisywała wspaniale a więc zapodajemy niebieskim kierując się na przełęcz Przysłop. Rozgrzewka na asfaltowym podjeĽdzie się przydała. dzien 1 Nakręceni jak szczeniaki (w końcu to początek sezonu i jubileuszowy wypad) wspinamy się leśną dróżką - pierwsza kontrola luzów w suporcie XT maślanej wykazuje ich obecność (na szczęście w granicach wartości roboczych). Plecaki zaczynają ciążyć na podjazdach do tego stopnia że węże od bukłaków zrobiły się za krótkie (ustniki mamy na wysokości ucha - sic!! zaczynają się jajca hahaha). Na szczęście zabraliśmy po cycu który daje szybkiego kopa ale przedawkowany grozi zgagą - ostrożnie uzupełniamy kalorie!! Wpadamy na docelowy żółty szlak na Jałowiec (najwyższy szczyt dzisiejszego dnia). I tutaj zdziwienie - o fuck początek ostro w górę, ostre pchanko (oczywiście bika) zapodajemy przez dłuższą chwilę, szybko dzięki temu nabieramy wysokości, odsłaniają się piękne widoki na Babią Górę - cudnie!! Nawet z pchanka można czerpać radość co nie było dla nas tak oczywiste w tamtych okolicznościach. W końcu na koń i gonimy na przełęcz Kolędówki i docieramy do schroniska Opaczne - a tu kartka chwilowo zamknięte!!! Świetny początek myślę - człowiek po dymaniu pod górę zmęczony już bo jakoś wolno się rozkręcamy a tu kuku!! Urządzamy sobie zatem mały piknik w tle z Babią, słonko praży, kot się wyleguje obok nas - jest pięknie!! dzien 1 Posileni ruszamy dalej, cześciowo kręcimy czesciowo dajemy z buta, ale już na sam szczyt spokojnie da się wjechać w pełnej gracji, bo i w takim stylu trzeba się tam dostać, ten szczyt na to zasługuje - przepiękna panorama na Pilsko, Rysiankę Jezioro Żyweckie i dalej w oddali na Skrzyczne - cuda natury ludzie!!! Na szczycie focimy ile wlezie i długo nie zabawiamy bo już godzina niezbyt młoda i czas na nas. Lecimy w dół - kolega maślana wykonuje to nazbyt dosłownie, niepokorny wór ciągnie ku glebie i mamy lądowanie przez kierę głową w zupie błotnej!! Ledwo udaje się ich wyciągnąć z tej kiły (znaczy wora i maślaka), są ubabrani jakby się wytażali w chlewie - dosłownie!!! Rower waży o jakieś 5 kg więcej, pulpit cały zalepiony łącznie z chwytami na kierze - SYF, KIŁA i MOGIŁA!! dzien 1 Ale jechać trzeba dalej, posuwamy się (a raczej przemieszczamy) w kierunku Lachów Gronia (co za składnia hahaha) cały czas żółtym widokowym. Nagle zauważam że za mną jedzie jakiś słoń na rowerze, o fuck co jest, nie zabierałem nikogo w teczke hahaha, aaaa to maślana z przyschniętym błotem na skórze jest koloru słoniowatego!!! Skóra słonia chroniła go przed różnej maści insektami - w sumie niezły patent!! Jajca są na całego a tu chłodem powiało a przed nami zjazd do Koszarawy - ja zakładam wiatrówkę, kumpel nie musi, ma naturalną!!! Dolatujemy do asflatu i z braku czasu walimy asfaltem do Korbielowa jakieś 20 kilosów. Znajoma kwaterka czekała jakby na nas, świetny pokoik z tv i prysznicem. Lecimy na szybkiego pstrąga i z powrotem na meczyk do pokoju - w końcu mistrzostwa z RPA nadają!! << Zdjęcia!!! >>
| Dzień 2 >> |
