mtb.bieszczady.pl

  • Start
  • Wyjazdy
  • Testy
  • Galeria zdjęć
  • O nas
  • Linki

Pozostało do:

Carpathia MTB Venture
174 dni 4 godz 17 min

Wyjazdy

  • Beskid Mały 2012.01 - new!!!
  • Szczyrk 2011.10
  • Szczyrk 2011.06
  • Beskid Żywiecki 2010
  • Beskid Niski 2009.09
  • Beskid Niski 2009.05
  • Bieszczady 2008
  • Bieszczady 2007
  • Bieszczady 2006
  • Góry Sowie i Stołowe 2004
  • Zakopane 2001
  • Bieszczady 2000
  • Wyjazdy z KMF-em
    2011: Sulejów

Filmoteka

  • Beskid Mały 2012.01 - new!!!
  • Filmy z kamerki GoPro

Maratony

  • 2008: Maraton Łodz

Testy

  • Fox F80 RLC
  • Ubijaki
  • Czysta forma
  • Kamera GoPro

Galeria zdjęć

  • Wyjazdy 2000 - 2012
    2012: Beskid Mały
    2011.10: Szczyrk
    2011.06: Szczyrk
    2010: Beskid Żywiecki
    2009.09: Beskid Niski
    2009.05: Beskid Niski
    2008: Bieszczady
    2007: Bieszczady
    2006: Bieszczady
    2004: Góry Sowie i Stołowe
    2001: Zakopane
    2000: Bieszczady
  • Wyjazdy z KMF-em
    2011: Sulejów - new!!!
  • Cudowne lata
  • Author Vision by Lekki Marian
  • Biała Dama
  • Kubuś

Szczyrk - białe szaleństwo

15-16 październik 2011

Skrzyczne (1253m n.p.m.) Po raz pierwszy w historii postanowiliśmy pojechać w góry tak późno. Weekend 15-16 październik nie należał do najcieplejszych lecz mimo wszystko zaryzykowaliśmy. Jak się później okazało była to znów niezapomniana wyprawa okraszona odrobinę białego szaleństwa co przeniosło nas w czasie do grudnia. Marianek babuszka, wykluty o poranku, suka, 3 stówy do nieba i wszystko jasne - jajec nie było końca...
Jesienny wypad w górki chodził nam od dłuższego czasu po głowie. Jakoś nie udawało nam się wyrwać wcześniej, w zasadzie już porzuciliśmy wszelkie planowanie bo nic z niego nie wychodziło! Wolny weekend 15-16 październik zapowiadał się słonecznie i chłodno - ODRAZU wiadomo było gdzie nas będzie można znależć! Zakończenie sezonu letniego jak w morde strzelił! Plan był prosty - 2 dni nawalanki po kamorach i do domu! W szczyrku pojawilismy się ok. 9 rano w sobote, w jednym kawałku dowiozła nas kumpla "suka" (VW Golf mk3 German Style - projekt w fazie tworzenia i testów!:) ) Temperatura nie zachęcała do wyjścia z auta - ale czas goni więc pakujemy na siebie wszystkie możliwe ciuchy i heja na wyciąg mimo dziwnych spojrzeń wielkiej grupy turystów! Na krześle nawet nie wiało - do pewnego momentu. Szczyt Skrzycznego zakrywały gęste chmury - powoli zaczynalismy w nie wjeżdzać no i się zaczęła zabawa. Naszym oczom ukazała się szadź na drzewach, wiatr też się znalazł - lodowaty. Jednak najbardziej podbudował nas widok gości zjeżdzających w dół ze śniegiem na butach!!! Marianek O fuck tego nie przewidziałem o tej porze roku. Przed samym szczytem byłem jak galareta a paluchy w długich rekawiczkach tak skostniały że ledwo bika trzymałem - piękny początek! Skacząc z krzesełka omal nie wywinałem orła na śniegu! Należy wspomnieć w tym momencie że o ile ciuchów nielismy na sobie dobre pare kilo to kapcie typowo letnie sidziaki:) Jedyna rada - nie schodzić z siodła tylko napierać ile się da. No i zaczeliśmy napierać - z Kopy Skrzyczeńskiej fantazja wzięła górę i przy 56km/h tylna dętka podziekowała za współprace - zmiana dętki przy -5 temp. odczuwalnej i wietrze - bezcenne! Pożądnie rozgrzalismy się dopiero pod górą Malinów,ale nie moglismy jej ominać z jej pięknym technicznym zjazdem. Z salmopola polecielismy żółtym przez Gościejów na Trzy Kopce. Słońce zaczęło porządnie przypiekać, po śniegu nie było już śladu. Kilka fotek przy schronisku Telesforówka (garbaty przerobiony na ławeczkę) i lecimy dalej zielonym w kierunku Brennej. Końcówka zielonego to zjazd polaną i piekielnie szybkie płyty betonowe i lądujemy na asfalcie. Tylny Juicy Carbon u kumpla po przeglądzie działa wyśmienicie! Zaczynamy wspinać się zielonym do czarnego szlaku na Stary Groń. Momentami jest to świetny uphill singlem a momentami kamienie wygrywają z nami sciągając nas z siodełek - focimy piekne okoliczności przyrody (wspaniały okaz muchomora czerwonego). Po dobiciu do czarnego skręcamy w lewo na Horzelicę, a za nią zielonym do Brennej - świetny odcinek - polecam, mega szybki, pod koniec świetne single z korzeniami i wylatujemy przy kościele w Brennej. O dziwo jest godz. 15.30 i normalnie (czyli w lecie) darlibyśmy dalej ale przy tej temp. jakoś nie bardzo się chce - zalegamy w karczmie na korzennym z golonką i suszeniu kilogramów ciuchów:) Po napadzie na bankomat udajemy się na nocleg do jakiegoś ośrodka sportu i rekreacji - tv i łazienka z ciepła wodą w cenie. Maslana Niestety po licznych telefonach do recepcji grzejniki pozostały zimne jak beton. Odpuszczamy sobie mycie się i pakujemy się z powrotem w ciuchy i pod kołdry - wystaje tylko głowa żeby móc lukać tv! Obstawiam że w pokoju wieczorem było może z 16 stopnii, w nocy napewno mniej! Kumpel kimał w kominiarce, ja w chuście Buff (marianek babuszka:) ) W niedziele rano obudziło nas mega słońce - rzut oka za okno - skrobanie szyb zamarznięte kałuże i wszyscy w czapach i szalikach! Oł jeah chociaż nie ma śniegu:) Turlamy się do karczmy na śniadanko - kilogramy ciuchów utrudniają ruchy nóg. Wczoraj mieliśmy śnieg i święta Bożego Narodzenia a dziś Wielkanoc - nawet kurczak ledwo co wykluty był (efekt spania w chuście i nie mycia głowy:) ) Wciągamy jajecznice i szaszłyka na spółe i atakujemy biedrone w celu zatankowania płynów. Zrzucam z siebie z 0.5kg ciuchów bo czeka nas konkretna wspinaczka na Błatnią. Zielony pnie się pieknie w górę - o dziwo cały przejezdny w 100% - pięknie. Grzeje coraz bardziej, zrzucamy z siebie kolejne warstwy. Dopingowani przez grupki turystów docieramy do schoniska na Błatniej. Szok - full ludzi leży popija grzańce i opala się!!! W czerwcu nie widziałem tylu turystów! Na chwilkę przyłączamy się do reszty - jest pięknie!!! Rzekłbym zajebiście!!Czas jednak ruszać dalej zółtym na Klimczok - po drodze mijamy kilka grupek bikerów - ruch na szlaku jak cholera! W słońcu ciepło a w lesie w cieniu lód i zmrożone błoto. Niespiesznie docieramy na Klimczok - w oddali widać Tatry pokryte równiutko białym puchem. Na Klimczoku też ostało się jeszcze sporo śniegu na drzewach - sceneria jakiej jeszcze w górach nie widziałem, ani to lato ani zima! Odnajdujemy czerwony żegnamy widoki i lecimy w dół - dosłownie lecimy bo szlak konkretnie opada w dół. Tutaj zaczyna się tytułowa nawalanka po kamorach - opony mają co robić. Niestety nie nadążają z odprowadzaniem kamorów, sterowanie bikiem staje się mocno upośledzone, miałem 2 momenty dość krytyczne! Lądujemy w Chacie Wuja Toma - ścięgna bolą od klamek - oł yes to jest to! Nawet nie żal mojego Rocket Rona Schwalbe który ledwo dycha - to jego ostatnia podróż w góry - na wiosne przesiadam się na conti no tubeless i nowe koła! 4km do centrum Szczyrku pokonujemy migiem asfaltowym zjazdem. Pakowanie sprzętów do "suki" przebierka w cywilne ciuchy, jeszcze jedzonko i o 17 wylatujemy do Łodzi (po drodze mijamy podpalona bejce miejscowych esów - pewnie porachunki). Pażdziernikowa wizyta w górach od tego roku zostanie wpisana na stałe do kalendarza!! Amen << Zdjęcia!!! >>

 

Copyright © Bat21 - ostatnia aktualizacja: 08.01.2012
odsłon od aktualizacji