Beskid Mały - białe szaleństwo w Trzech Króli
06-07 sztyczeń 2012
Zimowe rowerowanie po górach chodziło mi od dłuższego czasu po głowie ale jakoś ciagle nie udawało nam się wyrwać.Tegoroczna
zima a raczej jej brak przesądził o styczniowym zaatakowaniu Beskidu Małego - jak mały to odrazu najwyższy jego szczyt -
Czupel, a co! Pretekstów do wypadu nie trzebabyło szukać długo - odreagowanie od panującej degrengolady, zrzędzenia otaczających
nas tzw. piecuchów i wszechobecnego narzekania na wszystko! Tylko kierunek południowy mógł nas od tego uwolnić i zresetować!
Nadażający się długi weekend z okazji święta Trzech Króli to był ten czas, nasz czas - 2 dni bez antyperspirantów,
faktów, mediów, pracy, rodziny, muzyki, telefonu i zbędnego ludzkiego pierdolenia! Pogoda nie dokońca była wymażona, a prognozy
próbowały nas skutecznie zniechęcić. Mimo padającego deszczu ze śniegiem o godz. 5 rano ruszamy do Międzybrodzia Bialskiego!
Po raz pierwszy w historii naszych wyjazdów miałem obawy że będzie to totalny niewypał! Nie mówiąc tego na głos, żeby nie
rujnować i tak wątłego morale kiwałem tępo głową gdy na stacji przed Bielskiem w totalnym deszczu tankowaliśmy bryke! Na
miejscu kiwali na nasz widok wszyscy!
1 Dzień: Po zalogowaniu się na super kwaterce w centrum ruszamy na podbój Beskidu Małego -
oceniając realnie czas i warunki wybieramy małą pętlę na górę Żar dookoła jeziora! Ruszamy z centrum asfaltem - mokro jak
cholera, siąpi lekki deszcz! Szaro buro niczym póżną jesienia. Kierujemy się na niebieski szlak i nim chcemy się wbić przez
Jaworzynę na przełęcz Przysłop. Stopniowo nabierając wysokości zaczyna pojawiać się mokry śnieg, dość szybko niestety
ściąga nas z siodełek, jest tak lepki że rowery podwajają swoją wagę a z letnich butów w ochraniaczach robią się koturny!!!
Jazda staje się niemożliwa - śniegu przybywa w tępie zastraszającym a szlak pnie się coraz mocniej w górę. W pewnym momencie
Maślana wyciąga nogi tzn. zalicza uślizg obunożny zakończony nurem w zaspie!!!:) W okolicach Jaworzyny (864m npm) wzmaga się mroźny wiatr,
który zawiewa śnieg i sypie kryształkami lodu strąconymi z drzew po twarzy. Do tego dochodzi mgła - zaczynamy się ślizgać i odkrywamy, że
pod śniegiem jest lód! Zaliczamy kilka niezłych lądowań - pierwszy raz w górach przelatuje przez kiere na niezbyt ostrym
zjeździe - na szczeście wszystko z bananem na gębie bo zakończone w białym puchu! Robimy małą sesyjkę w zaspach, pajaca na
śniegu i stanie na głowie! Totalny odpał na widok takiej ilości śniegu:) Sceneria jest boska - po drodze na początku szlaku
mineliśmy tylko trójke turystów - dalej nie było już żywej duszy!!!
Pogoda załamuje się, błyskawicznie się ściemnia - biorąc pod uwagę tempo w jakim się przemieszczamy odbijamy w napotkaną
ścieżynkę i tniemy w kierunku zielonego. Wylatujemy tuż przy zbiorniku wodnym Żar i decydujemy się na asflat w dół ze
względu na późną godzinę! Oblodzenie przerzutek totalnie pozbawia nas przełożeń, oblepione obręcze kół tracą wyważenie i na
zjeździe rzuca rowerami jak cholera!!! Nie można się bujnać szybciej niż 50km/h po prostym asfalcie! Na dole znowu czeka na nas
deszcz i kałuże, które dokańczają dzieła przemoczenia, a wiatr dodatkowo wychładza stopy Maślanej odsłonięte przez podarte
ochraniacze marki szitmano:) Na szczęście kwatera jest boska - podgrzewana podłoga i kaloryfery jak ogień powodują, że już po
2 godz. cała garderoba łącznie z butami jest suchutka jak pieprz! Farelka którą zabrałem przydała się do rozmrażania kartofli
tzn. palcy u nóg Maślanej i do suszenia włosów po kąpieli. Potem była jeszcze kiełbaska, korzenne made in Marian i Lord Of
The Rings w TVN:)
| dane z traski: |
| 1 dzień |
| 2h 25min |
| 23.88km dist |
| 9.8km/h średnia |
| 50 Vmax |
2 Dzień: Dzień drugi wita nas lekkim mrozem. Jest suchutko i popruszył lekko śnieg - wygląda że będzie fajny dzień. Idealny
na zaatakowanie Czupla najwyższego szczytu Beskid Małego (933m npm). Pętle postanawiam rozpocząć w odwrotnym kierunku niż
planowałem - lepiej na początku za dnia wspinać się ostro na górę niż po ciemku zjeżdżać czerwonym! Atak zaczynamy czerwonym
z centrum tuż za kwaterką! Czerwony jest naprawdę ostry - początkowo kręcimy drogą która po ok. 2-3 km łączy się ze szlakiem.
Im wyżej tym więcej śniegu, jednak dziś jest on już bardziej sypki , nie klei się aż tak do kół. Początkowo nawet udaje się
nam jechać, stopniowo jednak coraz częściej zsiadamy z siodełek by gdzieś tak od połowy zaczać całkowicie pchać i brnać z
bikami przez zaspy!!! Jednak widoki wynagradzają wszystko - odsłania się nam Czupel i w oddali schronisko na Magurce Wilkowickiej.
Nie brakuje też momentów zwątpienia - w myślach rzucam mięsem ile wlezie i zastanawiam się po co my się tam pchamy skoro
wyżej będzie jeszcze gorzej? Jednak chęć zdobycia Czupla zimą jest większa! Gramolimy się praktycznie bez większych postojów bo
wiatr szybko i skutecznie nas wychładza. Przed samym Czuplem nawet da się kręcić jednak już finalne podejście pokonujemy
z kapcia ślizgając się na lodzie, który przykrył śnieg! Pada pomysł powrotu w to miejsce w biegówkach! Na szczycie MEGA widoczki
- MEGA klimacik zimowy - kilka fotek i lecimy dalej. Od tego miejsca po prawie 3 godz. brodzenia w śniegu zaczyna się jako
taka jazda! W dół idzie jak cię mogę - sprawę utrudnia lód, który jest pod śniegiem! Zaliczamy kilka wywrotek i generalnie cały
czas walczymy o utrzymanie równowagi bo koła latają na boki. Postanawiam w końcu spuścić trochę więcej powietrza z przodu tak
do ok. 1 atm (opona ugina się do obręczy pod naciskiem kciuka). Okazuje się, że cholernie to pomaga - przód idzie jak po sznurku
po dość głębokim śniegu, tył też sobie jakoś radzi z odpychaniem oczywiście jeśli się nie przegnie i nie zerwie przyczepności.
Do schroniska na Magurce praktycznie dojeżdzamy a nie dochodzimy...
Napotkani turyści podniecają się na nasz widok! Po drodze znajdujemy odciśnięty w lodzie ślad po
prehistorycznym biku:) A w schronisku oczywiście żurek + korzenne wciągamy momentalnie - na deser czekoladka, na koniec wizyta
za 50gr w pokoju zwierzeń i zbieramy się. Czeka nas teraz niebieski na przełęcz Przegibek - jak się okazuje od tego momentu
zaczyna się prawdziwa zimowa jazda! Zjazd niebieskim bardzo zacny choć ciut krótki - kręcimy filmiki i cykamy fotosy - wychodzi
nawet słońce - a jednak warto się było męczyć! Lecimy dalej niebieskim w kierunku Hrobaczej Łąki - szlak coraz bardziej wydeptany
i przez to praktycznie w 100% przejezdny. Zmieniamy kolor szlaku na czerwony i ostrym zjazdem zaliczamy Panienkę (tzn. przełęcz
u Panienki:) i dolatujemy do krzyża na Hrobaczej Łące. Dochodzi godzina 16 - ściemnia się błyskawicznie a Maślana bije jeszcze rekord
prędkości na śniegu z Hrobaczej żółtym w dół. 4.5km do centrum Międzybrodzia pokonujemy błyskawicznie jadąc przez moment po oblodzonym
asfalcie a na końcowych serpentynach o mało nie ściągam opony z obręczy z przodu z powodu niskiego ciśnienia! Tuż przed zmrokiem
meldujemy się pod prysznicem - wskakujemy w cywilne ciuchy, pożeramy flaczki i pakujemy umyte dupska do suki - kierunek Łódź niestety!
Bez wątpienia był to jeden z lepszych wypadów - kurde zawsze tak pisze, ale to prawda:)
| dane z traski: |
| 2 dzień |
| 2h 59min |
| 22.61km dist |
| 7,5km/h średnia |
| 55 Vmax |
